poniedziałek, 13 maja 2013

krótka historia podkładu bell

Krótka i smutna historia podkładu Bell czyli o tym, jak się chciałam dobrać do podkładu, ale mi nie wyszło...
1. W sobotę kupiłam piękny, pachnący nowością podkład perfect skin marki Bell. Tak się prezentował na początku:
 2. Wczoraj z ciekawości postanowiłam go użyć, ale po wielu próbach z wciskaniem pompki stwierdziłam, że nie tędy droga. Wcześniej miałam podobne podkłady, a tu pierwszy raz takie coś. Podkład nie chciał wydostać się z opakowania, a zamiast tego zaczęła z niego wychodzić coś jakby guma lub klej. Wycięłam nożem górną część żeby zobaczyć co jest na rzeczy i okazało się, że części zostały źle sklejone, zamiast jedna na drugiej to jakoś obok, przez co produkt nie chciał się wydostać
 3. Wkurzyłam się :) Postanowiłam nie dać za wygraną i wycięłam co się da. Po czasie stwierdziłam,że nic to nie da bo nie mam jak wydostać podkładu z buteleczki.
 4. Obcięłam opakowanie na pół, pobrudziłam siebie, biurko żeby chociaż zobaczyć czy podkład był tego wart. Oczywiście reszta poszła do śmietnika bo nie będę trzymać produktu w takim stanie.
Gdybym miała bliżej do Hebe, pojechałabym reklamować podkład jak tylko go otworzyłam. Nie chce mi się jednak jechać znów do Gdyni tak więc nic z tym bublem nie zrobię. Pieniądze wyrzucone w błoto niestety :(

3 komentarze:

  1. Uh właśnie jedyne co mi przyszło na myśl, po tytule Twojego posta to reklamacja, ale jeśli masz się specjalnie tłuc po to, to bezsensu. Przyglądałam się kiedy temu podkładowi, ale jak wybierałam jakiś na zimę i był za mało kryjący.
    No cóż pozostaje życzyć mniej bubli w kosmetyczce :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh, współczuje tak felernego produktu. Nigdy nie spotkałam się
    ze źle wykonanym opakowaniem... na twoim miejscu pojechałabym oddać, ale
    rozumiem że masz za daleko :)

    OdpowiedzUsuń