wtorek, 5 marca 2013

Yves Rocher i jakość obsługi w sklepach stacjonarnych

Co miesiąc stali klienci Yves Rocher otrzymują kupony, które można zrealizować w sklepach stacjonarnych. Tym razem dostałam kupon upoważniający do zakupu jednego produktu z 50% zniżką. Zdecydowałam się na matujący puder sypki w kolorze beżowym, którego używałam już kiedyś i byłam z niego bardzo zadowolona. Niestety z samych zakupów i jakości obsługi już mniej :/ Zacznę od tego,że zapytałam o dostępność pudru - ekspedientka odpowiedziała od razu,że pudrów nie ma, zostały wycofane itd. Oczywiście chwilę później pudry znalazłam - niestety wszystkie w odcieniu różowawym,ale wolałam już nie pytać o beżowe bo z tą kobietą na prawdę nie dało się dogadać. Puder jest transparentny więc to powinno być problemu.
To niestety nie koniec bo przy kasie owa pani nie wiedziała,czy zniżka mi przysługuje. Chyba bardziej ogarniałam wszystkie szczególiki niż ona bo sprzedawczyni w momencie kiedy powiedziałam,że promocja jest na wszystko poza kosmetykami z zielonym punktem zrobiła wielkie oczy jakby nie wiedziała o co chodzi. Chyba mi nie uwierzyła bo zawołała kierowniczkę - ta z kolei nawet nie raczyła się przywitać ani nawet na mnie nie spojrzała. Po kilkuminutowej debacie (kiedy stałam jak głupek przy kasie) stwierdziła,że puder mogę kupić z 50% zniżką.
Cena bez rabatu to 64zł więc nawet ja, mgr studiów filologicznych podołałam i szybko policzyłam,że powinnam zapłacić 32zł. Niestety,moja umiejętność liczenia została zachwiana kiedy na paragonie zobaczyłam 39zł. Dostałam niby kosmetyczkę w kropki, w rzeczywistości to szmatławy chiński piórniczek no ale nic, pozostałam nieugięta i zwróciłam kobiecie uwagę,że coś mi się nie zgadza.
W końcu sprzedawczyni łaskawie stwierdziła,że już mi ,,odda te 6zł'' (powinno być 7 no ale cóż). Paragonu nie zmieniła, oddała pieniądze i nawet nie powiedziała ,,przepraszam''. Na moje ,,do widzenia'' obie - ona i kierowniczka, nie odpowiedziały. Chyba stwierdziły, że nie jestem warta ich uwagi bo na mnie dużo nie zarobili i jeszcze byłam na tyle bezczelna aby upomnieć się o 6-7zł :P
 Sprzedawczyni nie mogła też pojąć jak mogę nie chcieć kupić kremu do rąk w supercenie 10zł (normalnie kosztuje 12zł więc szału ni ma) i dlaczego nie chcę dokupić nic za jedyne 8zł żeby dostać kolejną pieczątkę.
 Z tymi pieczątkami są też niezłe jaja bo 1 pieczątka jest za wydane 10zł. Zazwyczaj zabraknie mi te kilka groszy i pieczątek mam niezbyt wiele. Aby skończyć pierwszy poziom trzeba zebrać 20 pieczątek,czyli wydać 200zł. Wtedy dostaniemy zniżkę 15zł, więc nie jest to jakoś wiele. W momencie kiedy wydajemy 19zł, to i tak pieczątkę dostajemy jedną więc pani próbuje nam wtedy wcisnąć maseczkę za 5zł żeby dostać pieczątkę,ale to błędne koło bo wtedy znów nam brakuje kilku złotych do kolejnej i tak się toczy sprzedaż ;)
 trochę się rozpisałam ;)
Szkoda słów, zastanawiam się tylko jak niektórzy ludzie dostają pracę skoro są tak niekompetentni. Do sklepu szybko nie wrócę, być może zostanę tylko przy sklepie internetowym bo mimo wszystko lubię firmę i do niektórych kosmetyków po prostu się przyzwyczaiłam.

8 komentarzy:

  1. Nie nawidzę takich sytuacji,a niestety często się zdarzają...;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Co sklep to obsługa. Ja w swoim mieście bywam w dwóch sklepach YR. W jednym z nich zasze jestem przyzwoicie i miło obsłużona i nie zdarzyło się jeszcze bym na niego -w sensie obsługi-niezadowolona. Natomiast w drugim przeważnie mam wrażenie, że przeszkadzam. Ale lubię zakupy stacjonarne więc nie będę z nich rezygnować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ilekroć kupuję w YR, a robię to tylko stacjonarnie, spotykam się ze świetną i kompetentną obsługą. Kupowałam już w kilku salonach w kilku miastach w Polsce, więc pewne doświadczenie mam :)
    Najgorsza obsługa z jaką się spotkałam była na centralnym - kobieta nie miła, nie kompetentna, nie przyjemna. Zresztą cały sklep jest mocno przyciasny.
    Co do pieczątek to zbieram, zbieram. Zebrałam już jeden raz trzeci poziom i wydałam 75zł na serum, którego na pewno kupiłabym w cenie regularnej. Okazało się całkiem niezłe, ale szału nie ma.
    Puder miałam kiedyś i był ok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dla mnie do tej pory obsługa pozostawała obojętna - sprzedawczynie ani jakoś nie doradzały,ale też nie przeszkadzały. Dziś spotkałam się pierwszy raz z tak nieprzyjemną i nieprofesjonalną obsługą klienta,ale podkreślam,że dotyczy to tylko jednego salonu. Nie wiem jak jest w pozostałych miejscowościach bo zakupy robiłam tylko w jednym salonie.

    OdpowiedzUsuń
  5. hmmm dziwna sprawa ja chodzę do tych sklepów bardzo często i nigdy się z czymś takim nie spotkałam, zazwyczaj te Panie są miłe uśmiechnięte zawche gotowe do rady i pomocy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście, słabo z tą obsługą. ;/ A można wiedzieć w którym to YR?
    Ja chodzę najczęściej do Bonarki w Krakowie, to Panie są bardzo miłe, doradzają i rozumieją, o co chodzi z rabatami itp., zaś jak byłam w Galerii Krakowskiej, to oprócz wskazania kosmetyku na półce nie zdobyły się na nic więcej. A troszkę szkoda, bo bonarkowy YR jest bardzo malutki, w porównaniu do tego z Galerii Krakowskiej, więc często wybieram mniejszy wybór z "lepszą" obsługą.

    OdpowiedzUsuń
  7. No szkoda,że zaistniała taka sytuacja.W moim sklepie YR są bardzo miłe panie ekspedientki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aż się zdziwiłam, bo Yves Rocher powinno dbać, aby ich obsługa była na najwyższym poziomie, bo takie mają standardy, takie coś nie powinno mieć w ogóle miejsca.. A sytuacja bardzo nie miła, nigdy w tym sklepie nic takiego mi się nie zdarzyło, zawszę ekspedientki miłe i nawet potrafiły konkretnie doradzić, a nie wciskać na siłę produkty.. No cóż mam nadzieję, że już Ciebie nie dotknie po raz kolejny taka sytuacja.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń